Pierwszą grą, jaką postanowiliśmy
sprawdzić była Sagrada. Układanie kostek na planszetkach graczy w
wyobraźni wydawało się dobrym pomysłem na przeniesienie w zabawę
online. Do przeprowadzenia rozgrywki wykorzystałem dwa telefony oraz
laptopa.
Komputer posłużył do filmowania mnie
i żonki raz wyświetlania obrazu od pozostałych graczy. Jeden
smartfon znalazł swoje miejsce na rozkładanym futerale od tabletu z
klawiaturą. Dlaczego tak? Klawisze klawiatury posłużyły za stojak
na karty celów. Tym sposobem wszyscy mieli obraz na cele gry, choć
teraz już wiem, że lepszym pomysłem byłoby wysłanie zdjęcia
celów na grupę. Ostatni smartfon trafił w selfie sticka
umocowanego na statywie fotograficznym. Kamerę skierowałem na
fragment stołu gdzie trafiały kolejno planszetki każdego gracza. W
obiektywie znalazła się także tacka na kości. Tak przygotowani
zaczęliśmy zabawę.
Jak wyglądała rozgrywka? Najpierw
każdy musiał otrzymać indywidualny cel. Ja z żoną mogliśmy
sobie wylosować karty i się im przyjrzeć. Pozostali musieli się
wykazać dozą uczciwości, ponieważ losowałem karty dla kolejnych
graczy i pokazywałem je w kamerze samemu nie patrząc. Także
pozostali musieli odwrócić głowy od ekranu nie licząc gracza, dla
którego była prezentowana karta celu. Każdy zobaczył także w
kamerze swoje planszetki do wyboru i po dłuższej chwili przygotowań
zabawa rozkręciła się na całego.
Moja żonka wyrzucała kostki, a ja
podsuwałem kolejno planszetki graczy przed kamerę i umieszczałem
wybrane przez nich fragmenty witraża. Cały proces okazał się
niezwykle sprawny do przeprowadzenia, co uruchomiło pokłady
wyobraźni i zaczęliśmy się zastanawiać nad kolejną grą.
Wsiąść do Pociągu: Europa zabrało
nas w podróż online
Po rozegraniu kilku partii w Sagradę z
różnymi grupami graczy na tapetę trafiło Wsiąść do Pociągu:
Europa. Tutaj pojawiło się nowe wyzwanie, ale podołaliśmy mu.
Ponownie do rozgrywki wykorzystaliśmy dwa telefony oraz laptopa.
Komputer nie zmienił swojego przeznaczenia za to zmieniły się
nieco funkcje telefonów.
Pierwszy smartfon na statywie posłużył
za okno na planszetki graczy oraz tor kart wagonów. Zapytacie jakie
planszetki? Każdemu graczowi została przypisana biała kartka
papieru w formacie A4, a na niej znajdowały się karty pociągów
danego gracza. Takie planszetki leżały na stole, a w czasie
rozgrywki podsuwałem pod kamerę odpowiednią kartkę aktywnego
gracza. W ten sposób każdy w swoim ruchu miał widok na swoje karty
oraz karty dostępne do dociągnięcia.
Drugi smartfon powinien filować
planszę, ale brak statywu wymusił nieco inne rozwiązanie. Po
każdej budowie linii kolejowej moja żonka robiła zdjęcie planszy
i wysyłała fotografię na grupę grających. Dzięki temu każdy
miał fotografię aktualnej mapy i mógł ją powiększać oraz
dokładnie analizować. Proces nieco męczący, ale w gruncie rzeczy
dość usprawniający zabawę. Ponownie gracze mówili jakie
podejmują decyzje, a my wykonywaliśmy akcje w ich imieniu.
Oczywiście problematyczny był dobór
biletów, które są tajemnicą. Tutaj znów każdy gracz zobaczył
swoje bilety, gdy inni nie patrzyli. Co do kart pociągów graliśmy
po prostu w otwarte karty.

Pandemia - razem na odległość
uratowaliśmy świat
Tuż przed ukończeniem tego wpisu
udało się zagrać także w Pandemic. Tym razem zabawę
zorganizowała szwagierka z mężem. Gosia i Tomek rozłożyli u
siebie najpopularniejszą grę ostatnich tygodni i przeprowadzili
sprawnie rozgrywkę. W tym wypadku mieliśmy obraz na mapę oraz
widok na planszetki z kartami. Takie same, jak w przypadku Wsiąść
do Pociągu, czyli w pełni profesjonalne kartki papieru, które da
się łatwo przesuwać.
Zabawę znacznie ułatwiał fakt iż
mieliśmy do czynienia z kooperacją. Zdalne podejmowanie decyzji
patrząc w ekran całkiem nieźle podbiło klimat ratowania świata
przed pandemią. Choć zapewne osoby w centrach zarządzania
kryzysowego nie siedzą w dresie z piwkiem w dłoni, ale kto wie. Tak
czy inaczej udało się uratować świat dosłownie w ostatnim
momencie. Fikcyjna ludzkość zawdzięcza życie mojej siostrze,
która odnalazła lekarstwo na czwartą chorobę w ostatnim dostępnym
ruchu przed spełnieniem warunków przegranej. Ufff...
Czy taka forma zabawy z planszówkami
jest przyjemna? Tak i moim zdaniem znacznie przyjemniejsza niż
klikanie w cyfrowych wersjach gry. Mimo iż nie mamy do czynienia ze
spotkaniem na żywo to jednak miło popatrzeć na współgrających.
Co prawda rozgrywka przez komunikatory wideo nieco się ciągnie, ale
to raczej nie przeszkadza.
Wkrótce planujemy w taki sposób
sprawdzić kolejne gry. W trudnych czasach konieczne są kreatywne
rozwiązania. Póki co dziękuję testerom, którzy towarzyszyli mi w
rozkręcaniu mojego hobby. Dzięki Gosia, Asia, Ola, Sandra, Aga, Tomek,
Michał, Przemek i Marek. No i oczywiście dla mojej żonki Antenki, która
zrobiła w miniony weekend setki zdjęć plansz i przerzuciła
niezliczone ilości kości.